Na to niezwykle ważne w kontekście utrzymania spotkanie Dariusz Banasik, trener Arki, wybrał skład złożony z trzech nominalnych obrońców, czwórki zawodników umieszczonych w drugiej linii oraz tria odpowiadającego za ofensywę. Zestawienie względem niedawnej rywalizacji w Poznaniu uległo dwóm zmianom. Początkowo desygnowanego do gry w podstawie Oskara Kubiaka zastąpił Patryk Szysz, a Dawid Abramowicz został przesunięty do defensywy na zastępstwo za wykartkowanego Dawida Gojnego. Michał Rzuchowski, który przed kilkoma dniami, w trakcie meczu z Lechem, zmienił kontuzjowanego Luisa Pereę, pozostał już w jedenastce. Gdynianie rozegrali dziś więc przełożone starcie 31. kolejki z nadzieją o korzystny rezultat, w postaci zwycięstwa. Przybliżyłby on znacznie Arkę do bezpiecznego miejsca w tabeli. Między innymi dlatego ten bezbramkowy wynik tak bardzo nie zadowala społeczności żółto-niebieskich. 

f6a0cb72_arka-vs-gornik-zabrze-relacja.jpg

O otwierającą rezultat bramkę Arkowcy pokusili się ledwie po 120 sekundach od pierwszego gwizdka Marcina Szczerbowicza. Płasko i jednocześnie niecelnie zza pola karnego uderzał Vladislavs Gutkovskis. Z równie podobnym rozczarowaniem spotkał się zawodnik gości, Sondre Liseth, który rozpoczętą z narożnika murawy akcję Górnika zamknął nieczystym strzałem. W dalszej fazie meczu Maksym Khlan, skrzydłowy przyjezdnych, próbował głośniej przypomnieć o swojej obecności, lecz na nic się zdała jego intensywna ruchliwość. Przy jednej sytuacji owego gagatka, padającego na murawę jak mucha, ponaglił Kike Hermoso. Hiszpański defensor od samego startu miał na niego oko. Niedługo przed upływem 30 minut gry wspomniany Kike doszedł do dogodnej okazji podbramkowej. Pozornie niewinny wyrzut z autu Dawida Abramowicza koniec końców odnalazł składającego się do uderzenia Hermoso. Ten nie trafił jednak w futbolówkę. Kolejne fragmenty pierwszej odsłony przyniosły akcje z obu stron boiska. Szczęścia poszukał Sebastian Kerk, ale próba niemieckiego pomocnika poszybowała prosto w Marcela Łubika. Piłkarze Górnika również myśleli o zdobyciu gola. Bliski zdobyczy był Roberto Massimo. Mimo odgwizdanego wkrótce spalonego warto pochwalić Jędrzeja Grobelnego. Golkiper Arki stanął wówczas na wysokości zadania, broniąc to kopnięcie rywala. Lukas Sadilek to następny zawodnik zabrzan, który zapragnął pokonać "Jędrka". Strzał Czecha nie poleciał ostatecznie w światło bramki. Na finiszu odsłony pod naszą bramką zapanowała grobowa atmosfera. Wszystko za sprawą uderzenia Rafała Janickiego, obrońcy przeciwników. Znakomitą szansę stopera "Trójkolorowych" poprzedził rzut rożny wykonany przez jego drużynowego kolegę, Erika Janzę. Po tym jak gracze z Zabrza wytrącili Jędrzejowi Grobelnemu praktycznie złapaną piłkę z rąk, w dobrym miejscu o odpowiednim czasie znalazł się Janicki. Podczas gdy niektórzy widzieli już gola do szatni dla Górnika, przytomnym i zarazem ofiarnym wybiciem popisał się Vladislavs Gutkovskis. Napastnik gdynian, wpełzając niemalże na linię bramkową, zdołał finalnie oddalić zagrożenie. 

Arka z drugą połową przywitała się niebezpiecznym strzałem Dawida Kocyły. Zwycięsko z pojedynku wyszedł Łubik, który odbił piłkę. Górnicy na tę okazję odpowiedzieli paroma atakami. Najpierw w swoich obliczeniach pomylił się Khlan, zaraz potem strzeleckie zapędy innego ochotnika zastopował Dawid Abramowicz, a jeszcze później Lukas Sadilek przymierzył z dystansu w kierunku upatrzonego celu, nieznacznie pudłując. Kocyła nie chciał powiedzieć ostatniego słowa, więc po raz drugi uderzył w stronę bramki Górnika. W ówczesnym momencie futbolówka poleciała nad poprzeczką. Wtem na interesujące sytuacje musieliśmy trochę poczekać. Ponownie gorąco w pobliżu terenu pilnowanego przez Grobelnego zrobiło się w okolicach 80. minuty. O ile strzał głową autorstwa Jarosława Kubickiego niespecjalnie "oczarował" Jędrzeja, tak po chwili bramka Arki zadrżała. A to z powodu poprzeczki Janickiego. Chociaż nawet gdyby środkowy obrońca 3. zespołu w tabeli umieścił wówczas futbolówkę w sieci, trafienie to nie zostałoby uznane. Sędzia dopatrzył się bowiem faulu na naszym golkiperze. Na końcowym etapie rozgrywki wprowadzony lekko ponad kwadrans wcześniej, Edu Espiau, chybił stanowczo, strzelając ze słabszej lewej nogi. I wtedy nadeszła piłka meczowa. Oskar Kubiak, również zaczynający tę ligową potyczkę z pozycji ławki rezerwowych, w swoim stylu ruszył prawą flanką, mijając przy tym dochodzącego oponenta. Udany rajd zwieńczył precyzyjnym dograniem do Kamila Jakubczyka, który zdecydował się na strzał z pierwszej piłki. Próbę młodego pomocnika Arki powstrzymał Paweł Olkowski. Doświadczony defensor Górnika powtórzył tę zagrywkę przy strzale Kerka. Godne podziwu zachowanie Olkowskiego mogło nie wystarczyć. Ostatecznie futbolówka znowu wpadła w posiadanie "Kerkiego", i gdy ten widział przed sobą jedynie bramkarza, bez dłuższego namysłu przycelował w lewy róg. Marcel Łubik, wyciągając ten strzał, uratował swoją drużynę od kapitulacji. Przez gdyńskie trybuny przeszła konsternacja. Kibice nie wierzyli, że nie padł gol. Na krótko przed zakończeniem zawodów Olkowski nie trafił z dalszej odległości, ponadto Michał Marcjanik zablokował uderzenie Kubickiego. Oba zespoły potrafiły przysporzyć sobie wzajemnie kłopotów. Nikt jednak nie postawił kropki nad i.

Podopieczni Dariusza Banasika podzielili się zatem punktami z Górnikiem. Na swe konto dopisali jedno oczko. Przed nami ostatnie 2 pojedynki w tym sezonie. W najbliższy poniedziałek, 18 maja, podejmiemy w Gdyni Bruk-Bet Termalikę Nieciecza, a 5 dni później Arka wybierze się do Częstochowy na spotkanie z tamtejszym Rakowem. Te mecze musimy wygrać! Wierzymy i walczymy do samego końca. Tylko Arka Gdynia!

Dziękujemy Wam, Arkowcy, za dzisiejszy wspólny doping. Prawie 9,5 tysiąca sympatyków gdyńskiej Arki zameldowało się w środę na Stadionie Miejskim w Gdyni. 

Arka Gdynia: Grobelny - Hermoso, Marcjanik, Abramowicz - Zator (72' Navarro), Rzuchowski (81' Nguiamba), Jakubczyk, Szysz (72' Kubiak) - Kocyła, Kerk - Gutkovskis (63' Espiau)
Górnik Zabrze: Łubik - Olkowski, Janicki, Josema - Janża, Ambros, Hellebrand, Sadilek (81' Ikia Dimi) - Khlan, Liseth, Massimo (61' Kubicki)
Liczba widzów: 9 494